- Zauważył mnie. Ciekawe co ten dupek teraz zrobi. - powiedziała chłodnym, pewnym siebie głosem, chociaż prawda była taka, że denerwowała się jak nigdy.
- Idzie tu. - powiedziała głośnym szeptem Kate i wszystkie trzy naraz się odwróciły.
- Ashley! Posłuchaj mnie! - wołał Zac w biegu.
- Czego? Czego mam posłuchać? Kłamstw? Od jak dawna mnie oszukujesz?! - Ash poczuła, że ma łzy w oczach, ale starała się być silna. - Nie chcę Cię znać.
- Ale...
- Jakie "ale"? Z czego chcesz się tłumaczyć? Widziałam wszystko z każdym szczegółem, nie wyprzesz się tego. Wynoś się z mojego życia, raz na zawsze. - przerwała mu i dumnie odwróciła się na pięcie. Rozchmurzyło się, więc wzięły się pod ręce i wyszły pewnym krokiem z kawiarni.
---
Wracały z wspólnie umówionego wcześniej manicure. Sarah poczuła wibracje w kieszeni, wyjęła swój telefon. To tata...
- Nie odbierzesz? - spytała Caroline.
- Od ojca? Nie mam zamiaru z nim rozmawiać. - wyłączyła komórkę i schowała ją z powrotem na swoje miejsce.
- Co się właściwie takiego stało, że go znienawidziłaś? - zaciekawiła się Ashley.
- No dobra, a jak Thomas? - zadała pytanie Kate.
- Zerwaliśmy ze sobą. - wzruszyła ramionami - To było do przewidzenia.
- W sumie to od dawna na niego narzekałaś. To o to chodzi, czy doszło coś, co jakoś połączyło wszystko to co robił wcześniej i z nim zerwałaś?
- Zadajecie strasznie dużo pytań. - posłała im uśmiech - Muszę lecieć. Mama na mnie czeka. Pa. - posłała im całusa i poszła.
Każda z nich chciała teraz coś powiedzieć, ale żadna z nich nawet nie otworzyła ust.
- Jak się trzymasz? - spojrzała na Ash, do której nadal wyraźnie nie dotarło co zrobił jej chłopak. To znaczy były chłopak...
- Jakoś muszę. Potrzebuję odpoczynku od tego wszystkiego... - poprawiła kosmyk włosów który zleciał jej na oczy. - To był pierwszy chłopak, któremu tak bardzo zaufałam, i którego tak mocno pokochałam. Użalanie się nad sobą mi nie pomoże, niestety... Więc muszę być silna. Widocznie tak już miało być, co poradzić.
- Imponujesz mi. Ja bym do tej pory pewnie nie przestała płakać. Jesteś naprawdę... wow, po prostu podziw. - zatrzymała się bo były już na swoim osiedlu obok swoich domów. Przytuliły się na pożegnanie. - Pa kochana. Do zobaczenia.
Śniły jej się wspomnienia z Zac'iem.
Jak ją uczył tańczyć, a ona na początku się potknęła i upadła prosto w jego ramiona, ale on jej nie wyśmiał, tylko pomagał dalej.
Wspólne spacery, gdzie zawsze się wygłupiali i byli roześmiani. Czuła się taka prawdziwa w jego towarzystwie, nigdy nie musiała nikogo udawać.
Ich pierwszy pocałunek, podczas gdy Zac odwiedził Ashley kiedy było jej źle z powodu kłótni z przyjaciółką.
On wydawał się jej ideałem, chciała spędzić z nim resztę życia. Nie mogła uwierzyć w to, że aż tak bardzo się pomyliła co do niego. Po prostu nie mogła się z tym pogodzić. To było dla niej niewiarygodne, niemożliwe, niewyobrażalne... A jednak! Stało się.
--
P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz